niedziela, 3 sierpnia 2014

Kredyt

         W języku potocznym pojęcia kredyt i pożyczka funkcjonują zamiennie i wydaje się, że są tożsame, dlatego na początek wyjaśnijmy, czy tak jest w istocie. Otóż nie. Pożyczka to termin prawa cywilnego. Pożyczkodawcą może być każdy, a przedmiotem pożyczki mogą być pieniądze, ale również każda rzecz oznaczona co do gatunku (taka, którą można zastąpić, np. zboże). Przedmiot pożyczki jest przekazywany na własność pożyczkobiorcy i nie musi być przeznaczony na określony cel. Umowa pożyczki jest regulowana przepisami ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny. Art. 720 § 1: „Przez umowę pożyczki dający pożyczkę zobowiązuje się przenieść na własność biorącego określoną ilość pieniędzy albo rzeczy oznaczonych tylko co do gatunku, a biorący zobowiązuje się zwrócić tę samą ilość pieniędzy albo tę samą ilość rzeczy tego samego gatunku i tej samej jakości.
         Kredyt natomiast to umowa regulowana przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r.
Prawo bankowe (art. 69 i nast. pb). W myśl przepisów do udzielania kredytu upoważniony jest wyłącznie bank, a przedmiotem umowy kredytowej mogą być wyłącznie pieniądze. W przypadku kredytu, pieniądze przekazywane są do dyspozycji na określony czas oraz na określony cel. Art. 69 ust. 1.: „Przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji  kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu.”
         W związku z tym, jeśli znajomy albo podmiot nie będący bankiem pożycza nam pieniądze, to udziela nam pożyczki, a nie kredytu.

Jak obliczamy kwotę kredytu? W tym przypadku również okaże się pomocny stosowany już przez nas wcześniej FVF (Future Value Factor), czyli czynnik (współczynnik) przyszłej wartości.

Przykład: Kwota kredytu L = 100.000 PLN, oprocentowanie kredytu wynosi R = 16%, a czas kredytowania wynosi 10 lat. Kredyt będzie spłacany równymi miesięcznymi ratami (annuitami) A. Obliczymy kwotę A

Warto zapamiętać dosyć prosty wzór: 

Jak wyglądają obliczenia:

FVF = (1 + R / 100 / 12)^120 = 4,900898

r = 16 / 100 / 12 = 0,0133333

A = 100.000 × (4,900898 × 0,0133333) / (4,900898 - 1)

A = 100.000 × (0,0653451 / 3,900898)

A = 100.000 × 0,0167512 = 1.675,12 PLN

A = 1.675,12 PLN

Ponieważ okresów spłat jest 12 × 10 = 120, to mamy do spłacenia:

120 × 1.675,13 PLN = 201.015,60 PLN.

Teraz obliczymy odsetki od kredytu:

201.015,60 PLN - 100.000 PLN = 101.015.60 PLN



Teraz podaję sposób liczenia FVF na kalkulatorze - krok po kroku:

Przypominam, że wykorzystujemy zależność: FVF = ((1 + R / 120)12)10 = 4,900898

[1][6][/][1][0][0][/][1][2]   —   obliczanie r
[+][1]
[×][=][=][=][=][=][=][=][=][=][=][=]   —  obliczanie FVF12
[×][=][=][=][=][=][=][=][=][=]   —  obliczanie (FVF12)10

Po tych operacjach otrzymujemy wynik 4,900898 = FVF

Dalsze obliczenia nie powinny już stanowić żadnego problemu.

Pozostaje teraz sporządzenie harmonogramu spłat (załącznik do umowy kredytu)
W przypadku równych rat, pierwszą ratę odsetkową obliczamy w następujący sposób:

rata = L × r
100.000 PLN × 0,0133333 = 1.333.33 PLN

Obliczyliśmy pierwszą ratę odsetkową.
Ponieważ całkowite raty są stałe i wynoszą 1.675,12 PLN, musimy obliczyć ratę kapitałową:

1.675,12 PLN - 1.333.33 PLN = 341,80 PLN

Obliczona kwota to pierwsza rata kapitałowa

100.000 PLN - 341,80 = 99.658,20 PLN    (341,80 = 1,675,12 - 1.333,33)
Od kapitału pożyczkowego = 100.000 PLN odjęliśmy tylko ratę kapitałową 341,80 PLN i w ten sposób otrzymaliśmy pozostałą kwotę do spłacenia = 99,658,20 PLN. Kwota 1.333,33 to odsetki.

W następnym miesiącu znów obliczymy odsetki od niespłaconej kwoty kapitału:

2. rata = L × r
2. rata = 99.658,20 PLN × 0,0133333 = 1.328,78 PLN

Zgodnie ze schematem, od niespłaconej kwoty kapitału odejmujemy różnicę między A i obliczoną kwotą odsetek:

W rezultacie otrzymamy:

99.658,20 PLN - 346,36 PLN = 99.311,85 PLN    (346,36 = 1.675,12 - 1.328,78)

         Jak widać, raty kapitałowe w poszczególnych miesiącach będą się zmniejszać, bo będą obliczane od coraz mniejszej kwoty niespłaconej kwoty kredytu. Ponieważ kwota A = 1.675,12 PLN jest równa dla poszczególnych miesięcy, zatem rosnąć będą raty od stałej kwoty kredytowej.



     Fragment kalkulatora rat annuitowych

         Drugą popularną formą spłaty kredytu, najczęściej oferowana przez instytucje finansowe są spłaty kredytu ratami malejącymi. Konstrukcja rat jest podobna, z ta różnicą, że element kapitałowy jest stały i jest ilorazem kapitału pożyczkowego i czasu kredytowania wyrażonego w miesiącach. Każda miesięczna rata kredytu składa się z obliczonej raty kapitałowej oraz procentu od pozostałej kwoty kapitału do spłacenia.

W przypadku malejących rat pierwszą ratę odsetkową obliczamy identycznie jak dla rat annuitowych:

rata = L × r
rata = 100.000 PLN × 0,0133333 = 1.333.33 PLN
 
Następnie obliczamy stałą ratę kapitałową:

100.000 PLN / 120 = 833,33 PLN.

piewsza rata miesięczna będzie wynosiła:

1.333.33 PLN + 833,33 = 2.166,66 PLN

Po odjęciu pierwszej raty kapitałowej od kapitału otrzymamy:

100.000 - 833,33 = 99.166,67 PLN

Aby obliczyć drugą ratę odsetkową wykonujemy następujące działanie:
99.166,67 PLN × 0,0133333 = 1.322,22 PLN

Gdy do raty odsetkowej dodamy ratę kapitałową otrzymamy drugą ratę miesięczną:

1.322,22 PLN + 833,33 PLN = 2.155,55

Jak widać obliczona druga rata jest niższa niż pierwsza 2.155,56 PLN < 2.166,67 PLN

Podobnie obliczamy kolejne raty miesięczne.

     Fragment kalkulatora rat malejących

Powstaje teraz pytanie, który sposób spłat kredytu jest korzystniejszy.

W przypadku rat stałych (annuitowych) raty są stałe, część kapitałowa rośnie z miesiąca na miesiąc, a odsetkowa maleje, bo maleje kwota, która pozostaje do spłacenia. Raty malejące zawierają stałą część kapitałową oraz zmienną część odsetkową, która również maleje przez co raty również są malejące.

Jeśli porównamy koszt kredytu, to w przypadku rat anuitowych wynosi on 101.015,75 PLN, a malejących 80.666,67 PLN. W drugim przypadku jest mniejszy o 20.349,08 PLN, a więc ok. 20,1% mniej. Różnica jest proporcjonalna do czasu kredytowania i stopy odsetkowej. Gdyby w naszym przykładzie czas kredytowania wyniósł, np. 5 lat różnica kosztu wyniosłaby 5.241,68 PLN (ok. 3,6% mniej)

Pierwsza i każda następna rata kredytowa w przypadku rat anuitowych wynosi 1.675,12 PLN, a w przypadku malejących 2.166,67 PLN, a więc o 491,55 PLN więcej. Oceniając ekonomiczny sens kredytowania, czyli uzyskanie środków do dyspozycji i korzystanie z nich, niższe rat spłat wydają się bardziej uzasadnione.  

Przy annuitowych spłatach, w pierwszym roku oddajemy 20.101.44 PLN, co stanowi 10% całkowitej kwoty do spłacenia), a przy malejących oddajemy 25.266,67 PLN, co stanowi 13,99% całkowitej kwoty do spłacenia.

Podsumowując:
1. równe raty są łatwiejsze do uwzględnienia w budżecie
2. kredyt spłacany ratami stałymi mniej obciąża budżet miesięczny kredytobiorcy, ale całkowity koszt    
    kredytu jest większy - coś za coś.
3. raty równe są bardziej korzystne przy ocenie zdolności kredytowej, bo są niższe.
4. W przypadku stałych rat więcej środków pozostaje nam do dyspozycji (sens ekonomiczny   
    kredytowania)
5. W przypadku równych rat jest większa szansa na wygospodarowanie oszczędności i ich  
    zainwestowanie.
6. Raty malejące wydaja się być korzystne dla osób, które są w stanie i chcą szybciej spłacić kredyt -   
    szczególnie jeśli takie osoby przewidują możliwość pogorszenia się sytuacji finansowej.


Do pobrania: Kalkulator KREDYT

sobota, 2 sierpnia 2014

Weksel

         Weksel jest bardzo wygodnym instrumentem finansowym i rodzajem papieru wartościowego. Można nim zapłacić, zastąpić kredyt albo zabezpieczyć umowę (np. darowizny). Za pomocą wystawienia i wydania weksla można otrzymać usługę, towar albo pieniądze. Obecnie (od 1 lipca 2007 r.) weksel nie wymaga żadnego urzędowego formularza i można go sporządzić na zwykłym kawałku papieru, ale zgodnie z wymogami ustawy z dnia 28 kwietnia 1936 r. Prawo wekslowe.
         Weksel jest też jednym z najbardziej niebezpiecznych instrumentów finansowych i jeśli nie mamy wystarczającej wiedzy, musimy być ostrożni, bo jednym podpisem możemy ściągnąć na siebie bardzo poważne kłopoty.
                Najbardziej powszechną odmianą weksla jest tzw. weksel własny (sola weksel), w którym wystawca weksla (dłużnik wekslowy) zobowiązuje się do bezwarunkowej zapłaty sumy wekslowej odbiorcy weksla (remitentowi lub uprawnionemu z weksla). Na wystawienie weksla nie potrzebna jest niczyja zgoda, nie trzeba go nigdzie zgłaszać ani rejestrować. Weksel może wystawić każda osoba posiadająca zdolność do czynności prawnych (taka, która może być pozywana przed sąd i która może pozywać przed sąd)
         Weksel jest instrumentem szczególnym, a jego niebezpieczeństwo polega na tym, że zobowiązanie z weksla jest zobowiązaniem abstrakcyjnym, oderwanym od podstawy prawnej. Abstrakcyjność zobowiązania wekslowego oznacza, że żadnego znaczenia nie mają przyczyny ani okoliczności jego wystawienia. Bezwarunkowe zobowiązanie oznacza, że sam weksel (dokument) nie jest związany z żadnymi czynnościami prawnymi i zapłata nie może być uzależniona od żadnych czynności.
         Przy zabezpieczaniu umowy, kredytu albo leasingu używa się tzw. weksla własnego In Blanco, zwanego przez prawo wekslowe "niezupełnym w chwili wystawienia". Wbrew powszechnym opiniom, wekslem in blanco nie musi być czystą kartką papieru z naszym podpisem, ale każdy weksel, któremu brakuje przynajmniej jednego z elementów wymaganych prawem. Weksel in blanco pełni funkcję gwarancyjną i jest wygodnym instrumentem prawnym dla stron zawierającym umowę, które chcą zabezpieczyć ewentualne przyszłe roszczenia. Strony z zasady dlatego posługują się wekslem in blanco, że w chwili zawarcia umowy nie są w stanie określić wszystkich jego elementów - najczęściej wysokości roszczenia albo daty zapłaty.
         Do każdego weksla In blanco powinna być sporządzona umowa, zwana też porozumieniem wekslowym lub nieprawidłowo deklaracją wekslową (umowa nie jest jednostronna). Umowa powinna dokładnie i jednoznacznie określać sposób i okoliczności uzupełnienia weksla. Gdy wystawca weksla (emitent) wręcza weksel osobie, na zlecenie (lub na rzecz) której ma nastąpić zapłata (remitentowi), powstaje zobowiązanie wekslowe o treści zawartej w umowie wekslowej. Np. jeśli weksel zabezpiecza kredyt, w umowie powinny być określone okoliczności, w których wierzyciel (np. bank) będzie uprawniony do uzupełnienia weksla, np. brak spłaty określonej ilości  rat. Drugim ważnym elementem powinno być określenie kwoty, do wysokości której wierzyciel może weksel uzupełnić.
         Pamiętajmy, że podpisanie weksla in blanco bez umowy to wielkie ryzyko, bo umożliwia posiadaczowi wypełnienie weksla w dowolny sposób. Oczywiście wspomniana wcześniej czysta kartka papieru z naszym podpisem też w prosty sposób może stać się wekslem. Wystarczy, że posiadacz kartki umieści na niej napis ”weksel własny” i odpowiednio go uzupełni. Pod żadnym pozorem nigdy nie dajmy się nakłonić na złożenie swojego podpisu na dole pustej stronicy. Tak na marginesie, należy w ogóle wystrzegać się pozostawiania nad swoim podpisem pustych miejsc (szczególne w umowach!), w które można coś wpisać i jeśli takie są bezpiecznie jest je zakreślić
         Jak wspomniałem, są szczegółowe wymogi wynikające z ustawy Prawo wekslowe dotyczące sporządzania weksli. Weksel własny, dla swojej ważności, musi zawierać następujące elementy:

1. nazwa „weksel własny” lub „sola weksel”
2. polecenie bezwarunkowej zapłaty oznaczonej sumy pieniężnej,
3. suma wekslowa - cyfrowo
3. termin płatności (może być tylko jeden!)
4. miejsce płatności,
5. nazwisko osoby (remitenta), na której rzecz lub zlecenie ma być dokonana zapłata,
6. data i miejsce wystawienia weksla,
7. podpis wystawcy weksla (podpis czytelny albo nieczytelny z dopisanym imieniem i nazwiskiem)

         Jeśli w wekslu będzie brakowało chociaż jednego z wymaganych ustawą elementów (zwykle remitenta, kwoty wekslowej lub daty) to, jak już wspomniałem, będziemy mieli do czynienia z wekslem własnym In Blanco.

         Zgodnie z ustawą weksel może być płatny:

- za okazaniem,
- pewien czas po okazaniu,
- pewien czas po dacie lub
- w oznaczonym dniu.

UWAGA! Weksle z innymi terminami płatności, np. „do dnia …” lub z kilku następującymi po sobie terminami są nieważne!

         Zwracam też uwagę na to, że sama umowa wekslowa do weksla in blanco nie zabezpiecza wystawcy weksla przed wypełnieniem go niezgodnie z umową, a takie błędne przeświadczenie jest niestety powszechne. Częstą formą używanych weksli jest wydruk komputerowy - blankiet z miejscem na podpis wystawcy - podsuwany najczęściej klientowi przez duże firmy finansowe. Podpisanie takiego weksla jest bardzo niebezpieczne.
         Wyobraźmy sobie sytuację, że „X” wystawił taki weksel własny in blanco remitentowi  „Y”. Załóżmy, że zawarto stosowną umowę i prawidłowo określono w niej wszystkie elementy oraz kwotę, do której weksel można wypełnić.

Blankiet tego weksla może wyglądać tak:



         Wszystko wydaje się w porządku. Wystawca weksla ma umowę i czuje się bezpieczny. Tak jednak nie jest. Zauważmy, że taki weksel może wejść w posiadanie innej osoby niż strona wymieniona w umowie wekslowej, np. „Z”, która może wypełnić weksel według swojego uznania i niezgodnie z treścią naszego porozumienia. Przede wszystkim może umieścić siebie jako remitenta. W takiej sytuacji „X” będzie pozbawiony możliwości skutecznego podniesienia zarzutów, bo jego umowa została przecież zawarta z „Y”, a nie z „Z”. Nie udowodni też, że weksel był wekslem in blanco, a umowa była z nim związana. Dlatego jeśli podpisujemy taki weksel musimy bezwzględnie dopilnować żeby na wekslu znalazła się adnotacja o treści: „do weksla sporządzono umowę wekslową”. Umowa wekslowa może być odrębnym dokumentem, ale można ją również umieścić w treści weksla. Należy przy tym również pamiętać o umieszczeniu informacji o sporządzonej umowie - koniecznie nad podpisem wystawcy - na wypadek rozdzielenia weksla od umowy.
         Pamiętajmy też, że wyłącznie w interesie wystawcy weksla jest posiadanie umowy wekslowej i musi na niej być podpis wierzyciela. Nikt inny tylko wystawca weksla będzie ewentualnie posługiwał się tą umową żeby wykazać, że weksel został wypełniony niezgodnie z zawartym porozumieniem. Zwracam uwagę na to, że obsługa banków często wymaga od wystawcy weksla złożenia podpisu na porozumieniu wekslowym, ale nie ma to zupełnie żadnego uzasadnienia. 
         Ale to też nie wszystko. W ogóle podpisywanie takiego „pustego” weksla jest bardzo niekorzystne i ryzykowne jeszcze z kilku innych powodów. Po pierwsze, jak już wspomniałem, posługiwanie się wekslem in blanco ma wtedy uzasadnienie, jeśli strony w chwili zawierania umowy rzeczywiście nie były w stanie określić wszystkich, wymaganych prawem elementów. Dopilnujmy więc żeby w wekslu znalazły się wszystkie znane elementy. Nie ma żadnego powodu żeby na wekslu nie znalazły się dane remitenta (to najważniejszy element!), data oraz miejsce wystawienia weksla.
         Jest jeszcze jeden ważny szczegół. Weksel można zbyć przez indos (pisemne oświadczenie zbywcy zwykle złożone na odwrocie weksla w formie tzw. klauzuli indosowej lub samego podpisu indosanta), ale pod warunkiem, że weksel jest „na zlecenie” - jak w naszym blankiecie. Jeśli klauzulę „na zlecenie” zastąpimy klauzulą „na rzecz, nie na zlecenie” to tym samym uniemożliwimy zbycie weksla przez indos. Możliwe jednak będzie przeniesienie praw z weksla w formie zwykłego przelewu wierzytelności (cesji).

         Ważna uwaga. Kiedy wygasa zobowiązanie zabezpieczone wekslem, weksel zawsze, bezwzględnie powinien wrócić do wystawcy. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo - możliwość ponownego użycia.

         Częstą praktyką było zabezpieczenie przyszłych, ewentualnych roszczeń pracodawcy względem pracownika za pomocą weksla. To nie była uczciwa praktyka z uwagi na to, że szukający pracy w zamian za prace gotowi byli podpisać wszystko i bezwarunkowo, i tak też się działo. W rękach pracodawców lądowały czyste weksle i najczęściej bez umowy wekslowej. Wynikający z ustawy abstrakcyjny charakter zobowiązania wekslowego umożliwiałby pracodawcy omijanie prawa pracy, którego przepisy w dostateczny sposób pozwalają na formułowanie roszczeń wobec pracownika. Dlatego w świetle obowiązujących obecnie przepisów wykorzystanie weksla do takiego celu jest niezgodne z prawem.

         Na koniec o praktycznym, ale mało znanym zastosowaniu weksla. Powszechnie znane są pożyczki, które zabezpiecza się wekslem, ale mało znane jest zastosowanie weksla jako papieru wartościowego. Jeśli jedna osoba chce udostępnić określoną kwotę pieniędzy drugiej osobie, to zainteresowany pozyskaniem gotówki może wystawić weksel na odpowiednia kwotę i sprzedać go udostępniającemu środki. Transakcja w świetle prawa nie będzie pożyczką tylko sprzedażą papierów wartościowych. Nie podlega ona regulacjom prawnym ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. Prawo o publicznym obrocie papierami wartościowymi (art. 1., ust. 2.), nie trzeba jej też nigdzie zgłaszać ani rejestrować. Sprzedający weksel staje się dłużnikiem wekslowym, a nabywca weksla wierzycielem wekslowym. Korzystne jest również to, że obrót papierami wartościowymi nie jest opodatkowany. Jeśli po pewnym czasie dłużnik wykupi swój weksel od wierzyciela za nominalną kwotę wekslową (odda dług), znów nastąpi nieopodatkowana sprzedaż papieru wartościowego. Oczywiście inaczej będzie jeśli weksel zostanie sprzedany z dyskontem (podobnie jak zerokuponowa obligacja) i wykupiony po cenie nominalnej  albo sprzedany po cenie nominalnej, a wykupiony po cenie wyższej. Wtedy wystąpi dochód, od którego będzie należało odprowadzić podatek do US. Obowiązek podatkowy nastąpi w chwili wykupu weksla przez dłużnika wekslowego.

środa, 30 lipca 2014

Negocjacje

Negotiator to po łacinie kupiec, bankier, handlarz, etc. Etymologię pojęcia więc już znamy. Warto też na początek przytoczyć dwie ważne maksymy:

NIGDY NIE PRZYJMUJ PIERWSZEJ OFERTY

NIGDY NIE DOKONUJ WYBORU DOPÓKI NIE PRZEJRZYSZ CAŁEJ OFERTY

         Negocjacje to proces prowadzący do uzyskania konsensusu, czyli ustalenia takich warunków, które będą odpowiadały obu stronom transakcji. Jednym z bardziej istotnych elementów umowy sprzedaży jest cena. Każdy sprzedający składa kupującemu ofertę cenową, za którą najchętniej dokonałby sprzedaży. Istnieje przy tym zawsze jakaś najniższa cena, za którą będzie skłonny sprzedać. Cena ofertowa jest naturalnie odpowiednio wyższa od ceny minimalnej. Z kolei kupujący proponuje sprzedającemu swoją, niższą od oferty sprzedającego cenę, za która najchętniej byłby skłonny kupić. Jednocześnie również ma ustaloną najwyższą cenę, którą będzie w stanie zapłacić. Ze zrozumiałych względów strony transakcji trzymają w tajemnicy swoje ceny minimalne sprzedaży i maksymalne kupna. W trakcie negocjacji kolejne proponowane wzajemnie kwoty kupna i sprzedaży zbliżają się do tych poziomów. Jeśli jednak maksymalna cena, którą kupujący jest skłonny zapłacić jest mniejsza od minimalnej ceny sprzedaży, za którą sprzedający może sprzedać, do transakcji oczywiście nie dojdzie. Jest bardzo dużo strategii i taktyk negocjacyjnych, na rynku księgarskim i w Internecie jest wiele publikacji poradnikowych na ten temat, dlatego skupię się tylko na kilku najważniejszych zasadach.

         Pierwsza najważniejsza zasada została już zawarta w maksymach na początku postu. Zgodnie z nimi nigdy nie należy przyjmować pierwszej oferty i nigdy też nie należy przyjmować oferty bez dokładnego zapoznania się z jej warunkami. Z tego wypływa potrzeba wypracowania u siebie stałego nawyku poszukiwania innych ofert na rynku oraz bezwzględnej konieczności czytania warunków umowy, aż do pełnego ich zrozumienia i zaakceptowania. Nie można, np. sugerować się pojedynczą cechą produktu, która nam odpowiada (najbardziej powszechny błąd). Należy przeanalizować wszystkie cechy przedmiotu umowy i przede wszystkim poszukiwać podstaw do odrzucenia oferty.
         Mamy gospodarkę rynkową i ceny umowne, a to oznacza, że razem z towarami i usługami stanowią oferty, które można przyjąć wprost, ale można i trzeba pokusić się o zmianę ich warunków - np. ceny - na bardziej dla nas korzystne - właśnie w drodze negocjacji. Ponieważ cechą gospodarki rynkowej jest stała przewaga podaży dóbr - towarów i usług - nad popytem, mamy idealne warunki do negocjacji warunków umów ze sprzedawcami.
         Niestety niewiele osób szuka innych ofert, jeszcze mniej czyta umowy i negocjuje ceny, a to bardzo poważny błąd. Prawie zawsze można znaleźć podstawę do podjęcia negocjacji ceny lub innych warunków umowy, a można też wprost zapytać o korzystniejszą ofertę, rabat lub możliwość przeceny (oczywiście w dół). Jeśli to zrobimy, przekonamy się, że rynek jest na to przygotowany i w większości wypadków okaże się, że takie oferty są już dla nas przygotowane, albo będą szybko przygotowywane na miejscu.
         Najlepiej w praktyce sprawdzają się taktyki „zbieracza ofert”, „złego i dobrego policjanta”, „taktyka zamkniętego portfela” oraz „rzekomego zwierzchnika”.
         Taktyka „zbieracza ofert” polega na tym, że informujemy sprzedawcę, że jesteśmy zainteresowani kupnem produktu i w związku z tym zbieramy oferty od różnych sprzedawców. Dobrze jest rzeczywiście złożyć wizytę w kilku sklepach, zebrać ulotki, zrobić notatki, foto, etc. - świadczące o posiadanych już ofertach innych sprzedawców. Taka informacja automatycznie ustawia sprzedawcę w pozycji uczestnika przetargu i z dużym prawdopodobieństwem przygotuje dla nas najbardziej korzystną ofertę jaką będzie w stanie przygotować. Wielokrotnie stosowałem tę strategię i zapewniam, że jest bardzo skuteczna.
         Taktyka „złego i dobrego policjanta” wymaga przynajmniej dwóch osób, z których osoba A manifestuje chęć nabycia produktu, a osoba B gra sceptyka nastawionego na „NIE” i wyszukującego powodów żeby do zakupu nie doszło. W tej taktyce sprzedawca automatycznie staje się stronnikiem osoby A i stara się zjednać i przekonać osobę B do zakupu. Naturalnym argumentem, jakiego powinien użyć sprzedawca jest oczywiście zaproponowanie korzystniejszej oferty.
         Taktyka „zamkniętego portfela” polega na tym, że informujemy sprzedawcę o tym, bardzo chętnie dokonalibyśmy zakupu, ale nasze ograniczone fundusze to niestety, np.  85% ceny ofertowej. Z praktyki podpowiem, że osobiście najczęściej stosuję uproszczoną, bardzo skuteczną  strategię, którą nazwałem „strategią budżetową” ,która polega na tym, że wprost, bez zbędnych komentarzy informuję sprzedawcę, że jestem zainteresowany kupnem, ale jestem skłonny dać za towar określoną cenę. Nierzadko sprzedawca nie godzi się na moją cenę, albo w ogóle na jakąkolwiek zmianę ceny. Najczęściej jednak zmienia zdanie, gdy zawiedziony kieruję swoje kroki do wyjścia.
             Taktyka „rzekomego zwierzchnika” polega na tym, że nasze decyzje uzależniamy od kogoś nieobecnego przy transakcji, z kim nawiązujemy lub markujemy kontakt telefoniczny. Informujemy rozmówcę, że znaleźliśmy poszukiwany towar i jaka jest cena. Można w trakcie rozmowy zasugerować, że uzyskaliśmy informację o lepszych ofertach i decyzji o rezygnacji z zakupu.
         Jeśli chodzi o zasady określania ofert składanych sprzedawcy, to w tym przypadku sprawa nie jest skomplikowana. Mamy cenę ofertową w sklepie, a nasza jest odpowiednio niższa. Może być też tak, że sprzedawca zgodzi się, ale na mniejsze obniżenie ceny: np. jest cena 1.000 zl, my proponujemy 900 zł, a sprzedawca 950 zł, albo 970 zł, etc. Nieco inaczej wygląda sytuacja towarzysząca większym transakcjom, np. sprzedaży nieruchomości.
         Załóżmy, że ktoś odnalazł ofertę sprzedaży działki i właśnie przystępuje do omówienia strony finansowej transakcji. Cena ofertowa wynosi 120.000 zł. Jak mogą przebiegać takie rozmowy? W najprostszym przypadku i przy minimalnym zaangażowaniu kupującego oferta może zostać przyjęta bez dodatkowych czynności. Z pewnością nie będzie to jednak dobra decyzja finansowa kupującego. Pamiętajmy, że zawsze cena ofertowa jest odpowiednio wyższa - przygotowana do negocjacji i jej "zbicia". Zachęcam więc do podejmowania negocjacji. Wiadomo, że jest jakaś najniższa cena, na którą sprzedający się zgodzi. Sprzedający tej ceny nie wyjawi, ale jest sposób, który może do tego doprowadzić. Można zastosować tzw. technikę negocjacyjną, która nazywa się „balonem próbnym” albo „balonem testowym”. Nasz kupujący może oświadczyć wprost, że działka mu się podoba i jest gotów ją kupić, ale nie jest warta takich pieniędzy i może za nią dać, np. 70.000 zł. Zrozumiałe, że to oferta nie do przyjęcia (prawdopodobnie) i wywoła silne emocje u sprzedającego i - mówiąc kolokwialnie - wyprowadzi go z równowagi. I o to właśnie chodzi. Silne emocje mocno zaburzają procesy myślenia i jest bardzo prawdopodobne, ze padnie oświadczenie oburzonego sprzedającego, że za 70.000 zł na pewno jej nie sprzeda, bo np. "musi wziąć przynajmniej 90.000 zł"
         Prowadząc negocjacje należy wcześniej dokładnie przemyśleć nasze działania. Co będzie, jeśli nasz kupujący zaproponuje cenę 110.000 zł. Bardzo prawdopodobne, że sprzedający zgodzi się na taka cenę i … właśnie, co dalej? Daje się wyczuć, że ze strony kupującego padło żądanie, zostało spełnione (zgoda) i dalsze możliwości negocjowania ceny są bardzo ograniczone. Trudno teraz zaproponować dalsze obniżenie o 10.000 zł, a nawet 5.000 zł Jaki błąd popełnił kupujący? Powinien złożyć ofertę z odpowiednio niższą ceną. Cena powinna być na tyle niska, żeby kupujący, który jej nie przyjmie  mógł zaproponować swoją - nieco wyższą od niej, ale niższą od 120.000 zł. Nie będzie to satysfakcjonujące dla kupującego i będzie powodem do dalszych negocjacji. Gdyby kupujący zaproponował cenę, np. 90.000 zł, sprzedający na pewno nie zgodzi się na nią, ale będzie musiał podać cenę z przedziału 90.000 zł - 120.000 zł. W jaki sposób powinny się kształtować ceny kolejnych ofert składanych przez strony. To bardzo ważny elemen. Kolejne oferty, które nazywają się postąpieniami podlegają podstawowej regule matematycznej i psychologicznej. Kupujący będzie zwiększał kwoty swoich kolejnych ofert, a sprzedający będzie swoje zmniejszał. Różnica ofert stron po kolejnych postąpieniach będzie coraz mniejsza. Jaka jest zasada? Kolejne kwoty dodawane do poprzedniej oferty kupującego i odejmowane od poprzedniej oferty sprzedającego powinny być coraz mniejsze. Mówiąc krótko, strony powinny czynić sobie kolejne wzajemnie ustępstwa, ale ustępstwa powinny być coraz mniejsze. Powszechnie stosuje się zasadę 50%, która określa kolejne kwoty postąpień jako połowę poprzedniego. Jeśli przykładowo kupujący zaproponował 90.000 zł, a następną ofertą będzie 95.000 zł (90.000 + 5.000 = 95.000), to następne postąpienia powinny kształtować się na poziomie: 2) 95.000 + 2.500 = 97.500, 3) 97.500 + 1.250 = 98.750, 4) 98,750 + 625 = 99.375, itd. Zamiast 50%, można zastosować podstawę 75% i wtedy otrzymamy 2) 95.000 + 3.750 = 98.750, 3) 98.750 + 2.800 = 101.550, 4) 101.550 + 2.100 = 102.650, itd. Jak widać zwiększenie podstawy z 50% na 75% zwiększyło kwoty postąpień. Jeśli podstawę zmniejszymy, skutek będzie odwrotny. Gdyby przeanalizować sytuację sprzedającego, to zasada jest identyczna z tą różnicą, że obliczone kwoty postąpień będzie odejmował od kwoty ostatniej oferty. Wyliczone kwoty oczywiście odpowiednio zaokrąglamy do pełnych tysięcy, setek, itd, - w zależności od wielkości transakcji.

         Namawiam do wcześniejszego przemyślenia strategii postąpień i przygotowania sobie kilku scenariuszy - w zależności od zachowania sprzedającego. Stosowne obliczenia ułatwi kalkulator „Negocjacje”.

Do pobrania: Kalkulator NEGOCJACJE

ZŁOTO, wartości realne i symboliczne

Stockholms Banco

         Znamy już najważniejsze etapy z historii pieniądza i wiemy, że odkąd ludzkość zaczęła używać złota jako środka płatniczego, przez wiele wieków lepszego środka nikt nie znalazł i wszystko wskazuje na to, że nie znajdzie.
         Przedstawię teraz pouczającą historię pierwszego europejskiego banku, założonego w Szwecji przez niejakiego Johana Wittmachera (później Palmstrucha), który w 1656 roku uzyskał od Karola X Gustawa zgodę na utworzenie instytucji kredytowej. Zgodnie z tą decyzją w 1658 r Palmstruch założył Stockholms Banco. Warto wspomnieć, że był to okres psucia waluty szwedzkiej i przechodzenia na monety miedziane - nadal w ramach standardu „waluty kruszcowej". Waga monet, dla zachowania wspomnianego standardu, dochodziła nawet do 20 kg i dlatego stosowanie ich w praktyce stało się niezwykle uciążliwe, a przy większych transakcjach wręcz niemożliwe. Jako ciekawostkę wtrącę, że za taką 20 kilogramową monetę można było wtedy kupić krowę.
         Palmstruch wpadł na pomysł wyemitowania imiennych (przypisanych do właściciela) certyfikatów depozytowych, które byłyby wydawane właścicielom monet składanych do depozytu bankowego. Warto zaznaczyć, że nie jest to nowatorski pomysł, bo papierowe banknoty znane już były w VII wieku w Chinach. Banknoty chińskie różniły się jednak pod tym względem, że stosowano je tylko jako zamiennik złota i wykorzystywano wyłącznie w większych transakcjach.
         Realizacja pomysłu Palmstrucha ruszyła szybko, a ilość olbrzymich monet deponowanych w Stockholms Banco rosła lawinowo. Gdy zgromadzono ich już kilkaset tysięcy, Palmstruch zwrócił uwagę na to, że ilość operacji wpłat depozytowych niewspółmiernie przewyższa ilość wypłat. Monety właściwie leżały „bezużytecznie” w skarbcu, więc postanowił to wykorzystać i zaczął je pożyczać na procent. W ten oto prosty sposób bank „stworzył” darmowy fundusz pożyczkowy. Kupcy zyskali łatwy dostęp do pieniądza, bank odnotowywał zyski, a gospodarka rozkwitała i pozornie wszystko szło w dobrym kierunku, ale … do czasu. Prawdą jest, że wciąż nadal niewiele osób wymieniało certyfikaty na niewygodne monety, ale też nie wszystkie pożyczki były spłacane w terminie. Ilość takich złych kredytów szybko rosła i realne zapasy monet w stosunku do ilości kont i wydanych certyfikatów malały i coraz częściej pojawiały się problemy z wymianą certyfikatów na monety. Sytuacja uświadomiła Palmstruchowi, że jego polityka nie jest właściwa i może go w przyszłości wpędzić w poważne kłopoty. Nie odczytał jednak odpowiednio wyraźnych symptomów kryzysu, a wręcz zlekceważył je i wpadł na następny pomysł, który zrewolucjonizował światowe finanse. Postanowił wyemitować certyfikaty depozytowe, ale tym razem nie imienne, przypisane do konkretnego konta, ale certyfikaty na okaziciela. Te certyfikaty to w istocie pierwsze banknoty w Europie. Ich emisja rozpoczęła się w lipcu 1661 roku. Dalsze dzieje Stockholms Banco to już książkowy przykład i przestroga dla wszystkich współczesnych władz monetarnych odpowiedzialnych za politykę pieniężną. Banknoty spotkały się oczywiście z bardzo pozytywną reakcją rynków, szczególnie że były powiązane z obietnicą wypłaty w kruszcu (zabezpieczenie). W ten sposób zyskały zaufanie w całej Europie, a dzięki ich popularności Stockholms Banco utworzył swoje nowe oddziały w wielu miastach europejskich. Między innymi w Londynie, Hamburgu, Wenecji, Paryżu i Gdańsku. Aktywność pożyczkowa banku rosła, a wśród dłużników banku znalazły się również rodziny królewskie i ważne osobistości świata polityki i finansów. „Płukanie złota z powietrza” trwało w najlepsze, zyski rosły, znów wszystko wyglądało pozytywnie i szło po myśli Palmstrucha, ale i tym razem znów … do czasu.
         Pewnego dnia w banku zjawił się klient i zażądał wymiany większej ilości banknotów na monety. Niestety pieniądze w banku mogły zaspokoić jedynie niewielki procent jego żądań. Dalej wypadki potoczyły się lawinowo. Wieść o problemach banku rozeszła się w błyskawicznym tempie i wkrótce u drzwi wszystkich oddziałów ustawiły się olbrzymie kolejki klientów po monety. Jest takie powiedzonko Warrena Buffeta, według którego „dopiero w czasie odpływu widać, kto pływał nago”. Tak też było z Stockholms Banco. Okazało się, że nominalna wartość wyemitowanych certyfikatów na okaziciela, czyli banknotów wielokrotnie przekraczała wartość realnych depozytów banku w monetach. W wyniku tego zaczęto pozbywać się certifikatów i w końcu sprzedawano je na rynku za bezcen. Wcześniejsza podaż pieniądza spowodowała wzrost cen na rynku, a dodatkowo rynek przywykły do taniego pieniądza przeżywał szok. Te trzy zjawiska wywołały głęboki kryzys, a Palmstruch został skazany na karę śmierci (nie wykonano jej jednak).
         Zobowiązania banku przejęły władze Szwecji i powoli kryzysowi zażegnano. Zwróćmy jednak uwagę na niezwykle ważny szczegół. Oczywista przyczyna problemów finansowych - papierowy pieniądz bez pokrycia - jakimś dziwnym  sposobem „umknęła” uwadze analityków szukających przyczyn kryzysu. Doszukano się jedynie błędów w zarządzaniu bankiem. W 1886 roku, niejako na gruzach Stockholms Banco, powstał Sveriges Riksbank (pierwszy w Europie bank i obecny bank centralny Szwecji). Co ciekawe, bank na początku działał pod całkowitym zakazem emisji banknotów, ale i tym razem … do czasu, bo znów powtórzono błędy Palmstrucha i doprowadzono do kryzysu. Podobne kryzysy przetaczały się jeszcze niejednokrotnie przez XVIII-wieczną Europę. Za każdym razem przyczyna była taka sama - „wypłukiwanie złota z powietrza przez banki”. Doświadczenia z tych wydarzeń doprowadziły w końcu do powstania systemu bankowości centralnej, ale i to nie uchroniło światowych finansów przed dalszymi kryzysami. Przejdźmy teraz do najbliższej przeszłości.
         Dopóki dolary USA i inne banknoty funkcjonowały w systemie waluty kruszcowej - tym razem złotej (Gold Standard), niczego nie symbolizowały i jedynie zastępowały niewygodne złoto w transakcjach - jak w Chinach. Wymieniając banknoty w tym systemie tak naprawdę wymieniano „reprezentowane” przez nie złoto, które zgodnie z dyspozycjami zmieniało tylko właściciela jednocześnie spokojnie leżąc w bankowym skarbcu i jedynie zmieniając miejsce z półki dłużnika na półkę wierzyciela. Napis na banknotach gwarantował ich wymienialność na cenny kruszec. Jednak rozwój rynków, a więc produkcji, przemysłu i handlu spowodował wzrost popytu na pieniądz (skąd my to znamy?).
         Wszystkie państwa, których rodzime waluty były wymienialne na złoto niestety stopniowo zarzucały ten system i przechodziły na system inflacyjny. Najdłużej światowej tendencji opierały się Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, próbujące utrzymać aktualność stwierdzenia „Dollar as good as gold”. Zgodnie z tą zasadą można było wymienić 20,67 USD na 1 uncję złota, ale tylko do roku 1933.
         Z uwagi na trwający kryzys, niepokojący spadek zapasów złota w Banku Systemu Rezerwy Federalnej (FED) i groźbę bankructwa, 5 kwietnia 1933 prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt wydał Dekret Prezydencki (Executive Order) nr 6102 z 5 kwietnia 1933 r. nakazujący wymianę złota na banknoty i zakazujący dalszego gromadzenia złota przez obywateli USA. W zamian za znacjonalizowane złoto wydano obywatelom papierowe banknoty z wizerunkiem prezydenta. Odebrane na mocy dekretu złoto - w tym obiegowe złote monety, które de iure utraciły zdolność płatniczą - przetapiano na sztaby i deponowano w forcie Knox. Odtąd posiadanie złota było zabronione i karane grzywną, a nawet więzieniem. Zachowano jednak jeszcze wymienialność dolara na złoto na pozostałych rynkach światowych, ale uncję złota wymieniano już za 35 dolarów (prawie 70% drożej). W 1944 roku na konferencji w Bretton Woods w celu ustabilizowania pieniądza powołano Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Stworzony system nazywano System Bretton Woods (Dollar Standard) polegał na utrzymaniu wzajemnej wymienialności walut według niezmiennego parytetu - określonego w złocie. System nie utrzymał się jednak i w 1971 r. USA, decyzją prezydenta Nixona, jako ostatni kraj całkowicie porzuciły wymienialność dolara na złoto i weszły w system płynnej waluty. Od tej pory, pieniądz inflacyjny, zwany też pieniądzem fiducjarnym (od łac. fiduciarius – zaufany), którym obecnie się posługujemy jest niczym nie zabezpieczoną obietnicą, że na rynku można go wymienić na jakieś dobro w postaci towaru lub usługi. Ilość banknotów na rynkach światowych (mam na myśli głównie USD) nie „reprezentuje” już odpowiedniej ilości kruszcu w banku i chyba kuż nikt dokładnie nie wie ile ich jest. Mimo, że wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że USD po „rozstaniu” ze złotem straci wartość, dla nikogo nie stanowiło to problemu. Dolar w ciągu 9 lat przyjął swoją prawdziwą wartość równą 890 USD/1oz Au (z rooseveltowskich 35 USD/1oz Au), czyli do ponad 2.400%.
         Złoto USA przechowywane jest w Banku Systemu Rezerwy Federalnej, a właściwie 12 bankach. Bank ten przechowuje złoto USA, a także złoto innych krajów. Wielkie transakcje międzynarodowe odbywają się zwykle bez bezpośredniego udziału złota, które jest po transakcji przenoszone są z przysłowiowej półki bankowej należącej do dłużnika na półkę wierzyciela. W ostatnich czasach coraz częściej zdarzają się jednak sytuację, że jakiś klient żąda płatności w złocie. Tak ostatnio było z rządem Chin. Przetransportowano prawie 5.000 złotych sztab, które jak głoszą Internetowe plotki (ale nie tylko) … okazały się fałszywe. Podobno wykonano je z pozłacanego wolframu. Jeśli to okazałoby się prawdą, to powstaje pytanie ile takich sztabek jeszcze tam jest, bo dalszy ciąg plotki głosi, że jest ich jeszcze na ogólną kwotę ok. 700 mld USD. Pozostawię temat bez dalszego komentarza, już do indywidualnej oceny czytających i przejdę do sprawdzalnych faktów.
         Faktem jest, że złoto bulionowe (sztaby i monety) jest fałszowane i że dosyć trudno jest to ujawnić bez uciekania się do mechanicznych metod. Metody te oczywiście są ostatecznością, bo powodują spadek wartości takiego złota w sztabce, monecie lub innej postaci. Sygnalizuje tylko fakt i konieczność zachowanie ostrożności i przyswojenia dostępnych, przynajmniej tych najprostszych metod sprawdzania autentyczności złota, ale o tym później.   

Informacje i ciekawostki na temat złota

Całe złoto jakie istnieje we Wszechświecie, a więc i na Ziemi, pochodzi z wybuchów supernowych.
Ciężar właściwy złota wynosi 19,3 g/cm3. Oznacza to, że złoty sześcian o boku 1 cm waży 19,3 g,
1 oz (uncja) („troy”, jubilerska albo aptekarska - nazwa pochodzi od francuskiego miasta Troyes, leżącego nad Sekwaną, ale nie handlowa!) złota = 31,1034768, czyli w praktyce ok. 31,1035 g

1 oz (uncja) złota (31,1035 g) to sześcian o boku ok. 1,17 cm

1.000 g = 1 kg złota to sześcian o boku 3,73 cm.

1 dm3 (objętość 1 litra, czyli sześcian o boku 10 cm) złota waży  19.300 g =19,3 kg

1 m3 (sześcian o boku 100 cm) złota waży 19.300.000 g = 19,3 tony

Standardowa sztaba złota waży 400 oz TROY (12,44 kg) - posługują się nią banki i depozyty.

Największa sztaba złota została wyprodukowana w 2005 r. przez Mitsubishi Materials Corporation, waży 250 kg, ma wymiary 45,5 × 22,5 × 17 cm i jest w muzeum przy kopalni złota w TOI (Japonia)

Wszystkie kopalnie na świecie wydobywają łącznie ok. 9 ton złota dziennie, a dotychczas wydobyte przez ludzkość złoto ocenia się na ok. 150.000 ton
- gdyby odlać z tego złota sześcian, miałby bok 19,8 m (wysokość 7 piętrowego budynku),
- gdyby wybić z niego monety wielkości 5 zł, powstałoby ich 8.589.969.000 (każda ważyłaby 17,46 g),
- gdyby obdzielić tym złotem całą ludzkość, każdy z 7.185.900.000 (dane z 2013-01-01) otrzymałby ok. 20,87 g (sześcian o boku ok. 1,10 cm).
- gdyby wykonać z tego złota drut opasujący równik ziemski, to miałby przekrój 1,57 cm
- złoto jest najbardziej kowalnym metalem i gdyby je rozwalcować do minimalnej grubości (z 1g złota można wykuć folię na powierzchnię 1m2) otrzymalibyśmy złotą folię, która starczyłaby na pokrycie całej Polski - w tym podwójnie województwa śląskiego.

Czystość złota

         Z czystym złotem spotykamy się niezwykle rzadko, bo jest miękkie i w czystej postaci raczej nie nadaje się na większość wyrobów użytkowych (twardość Au w skali Mohsa wynosi 2,5, a dla porównania Sn = 1,5, Ag = 2,5, Cu = 3, Pt = 3,5, Fe = 4, Ti = 6, a C (diament) = 10). Zazwyczaj mamy więc do czynienia z różnymi odmianami stopów, czyli złotem z domieszką innych metali. Jakość złota wyznacza próba złota, czyli zawartość złota w stopie podana w promilach (‰). Złoto próby 500 to 500 / 1.000, a to oznacza, że w stopie jest 50% złota.
         Ponieważ jest dużo nieporozumień dotyczących zawartości złota w wyrobach, dlatego opiszę najważniejsze zasady dotyczące sposobu ustalania zawartości.
         AGW (Actual Gold Weight), czyli rzeczywista waga złota, to po prostu próba złota, ale wyrażona w uncjach. Na rynku można spotkać dwie uncje o różnych wagach. Jedna jest równa 28,35 grama, a druga równa 31,1035 g. W określaniu wagi złota stosuje się wyłącznie uncję trojańską (uncja „Troy”; jubilerska albo aptekarska) równą 31,1035 grama. Uncja równa 28,35 grama to uncja handlowa, której nie używamy do ważenia złota! Na rynku spotyka się też określenie złoto 18, 23, 24 karatowe, itd. Co to jest? Przede wszystkim to nie jest karat metryczny stosowany przez specjalistów od kamieni szlachetnych, którego waga wynosi 0,2 g (waga nasion chleba świętojańskiego). Nas interesuje karat (ct), którego waga wynika z rachunku 1.000 / 24 = 41,667 g używany do mierzenia czystości złota.
         W jubilerstwie czystość złota określa się próbą 0, 1, 2, 3 ,4 ,5 i 6, a oznacza to odpowiednio 999, 960, 750, 583 , 500 oraz 375 gramów czystego złota w 1.000 gramów wyrobu.
Jeśli chcemy obliczyć ilu karatowym złotem jest, np. złoto próby III to musimy wykonać działanie: (24 × 583) / 1.000 = 14 karata. Analogicznie, złoto I próby to złoto 22 karatowe, II próby to 18 karatowe, a IV to złoto 9 karatowe. Nas jednak z zasady nie interesują wyroby jubilerskie i raczej nie będziemy stosowali prób jubilerskich.
         W praktyce można spotkać tez inne jednostki, których nieznajomość może być przyczyną poważnych problemów i strat. Do takich jednostek niewątpliwie należy jednostka, której nazwa brzmi podobnie do grama - chodzi o grain (ziarno albo gran) = 64,79891 mg, czyli 0,06479891 g . To mała jednostka i jeśli wyrób ma wagę równą 48 grains, to pamiętajmy, że nie oznacza to 48 g, a zaledwie 3,11 g. Dla porządku warto też wspomnieć o tzw. „złocie dukatowym”. Jest ot złoto próby od 980 - 986.
         Gdzie i jak kupować złoto. Temat jest niezwykle obszerny i sama teoria z pewnością nie wystarczy. Ograniczę się do najważniejszych informacji.
Kupujemy wyłącznie złoto lokacyjne w postaci monet bulionowych lub sztabek i wyłącznie zaufanych dystrybutorów. Najlepiej kupować złoto pochodzące z mennic z akredytacją LBMA (London Bullion Market Association). Pamiętajmy, że do wszelkich wyjątkowych okazji zakupu złota należy podchodzić z wyjątkową ostrożnością. Im większa sztabka, tym większe ryzyko, że może być podrobiona. Monety i sztabki renomowanych producentów można bez trudu zakupić, a w razie konieczności bez żadnych problemów sprzedać. Złoto w monetach jest nieco droższe od sztabek lokacyjnych, ale trudniejsze do podrobienia, więc prawdopodobieństwo kupna fałszywej monety jest dużo mniejsze. Do sprawdzenia ich autentyczności używa się specjalnej linijki menniczej Fischa oraz wagi. Wykorzystujemy tu fakt, że wykonanie fałszywej monety, która ma zachowaną odpowiednią wagę i objętość (wymiary) jest niemożliwe. Do precyzyjnej analizy zawartości metali w wyrobach ze złota używa się spektrometrów. Umożliwiają bezinwazyjną analizę składu z bardzo wysoką dokładnością.
         Większość monet jest wykonana ze złota próby 999,9. Jeśli chodzi o sztabki, to wybór jest znacznie większy. Mniejsze sztabki posiadają specjalne firmowe opakowanie (Certipack) chroniące sztabkę przed uszkodzeniem i jednocześnie stanowiące gwarancję autentyczności. Cena zakupu złota określana jest na podstawie ceny SPOT (cena rynkowa kruszcu ustalana na giełdach Comex i LBMA), do której doliczana jest marża dystrybutora. Cena skupu złota to z kolei SPOT minus ok. 10%.

         Do najbardziej znanych monet bulionowych należą: American Buffalo, American Eagle, Australian Gold Nugget, Krugerrand, Maple Leaf, Double Eagle , Wiener Philharmoniker. Jeśli zamierzamy je kupować warto dokładnie zapoznać się z ich wyglądem i charakterystycznymi cechami, których znajomość uchroni nas przed błędnymi decyzjami inwestycyjnymi.




         Do najbardziej znanych producentów złota inwestycyjnego należą takie mennice, jak australijska Perth Mint, amerykańska United States Mint, niemiecki Heraeus, austriacka Münze Österreich, szwajcarska PAMP, kanadyjska Royal Canadian Mint. Nie bez powodu mennicę z Perth wymieniłem na pierwszym miejscu dlatego, że w 1957 roku Londyńskie Stowarzyszenie Złotników uznało , że złoto produkowane przez Perth Mint jest najczystszym złotem na świecie bo  zawiera 999.999 g czystego złota na 1.000 g produktu.





         Do dyspozycji jest cała gama sztabek, pojedynczo i w kompletach, od 1g do 1.000 g. Pamiętać należy, że im większa waga sztabki tym jednostka wagowa jest tańsza. Dla przykładu zakup sztabki o wadze 1 g to koszt ok. 160 PLN. Gdybyśmy kupili 1.000 takich sztabek musielibyśmy za nie dać 160.000 PLN. Sztaba o wadze 1.000 g to koszt ok. 137.000 PLN, czyli o 23.000 PLN mniej. Różnica cen jest bardzo duża i wynika właśnie z kosztów produkcji. Zakup kilograma złota w postaci 100 sztabek po 10 g, to różnica ok. 8.000 PLN, a w przypadku 10 sztabek po 100 g, różnica wyniesie już tylko niewiele ponad 1.000 PLN.

  

Gold Standard

         Jak już wiemy, w systemie waluty złotej (Gold Standard) banknot reprezentował realną wartość złota, bo jego posiadacz miał gwarancję, że w banku jest zabezpieczona i w każdej chwili dostępna odpowiadająca banknotowi ilość złota. Współczesny pieniądz jest jedynie obietnicą, że ktoś zechce na rynku wymienić go na towar, usługę lub inne dobro realne. Akceptując i używając pieniądza, w pewnym sensie wyrażamy zaufanie do kondycji gospodarki i systemu pieniężnego, z którego pochodzi. Pieniądz pozbawiony tego zaufania staje się zwykłym bezwartościowym kawałkiem papieru. Wartość pieniądza odpowiada wartości dóbr, na które rynek jest skłonny go wymienić. Ta wartość jest zależna od prawa podaży i popytu i bywa bardzo zmienna. Warto to sobie uświadomić - jeśli chcemy prawidłowo odróżniać dobra realne od dóbr symbolicznych. To niezwykle ważne, ponieważ te ostatnie nie mają trwałej wartości i ulegają zmianom – czasami bardzo gwałtownym.

         Ale dlaczego złoto? Złoto było i jest uniwersalnym pieniądzem, i nic nie wskazuje na to żeby to miało ulec zmianie. Jest akceptowane niemalże wszędzie. Jest praktycznie niezniszczalne i ma bardzo ważną cechą, bo nie ulega inflacji oraz utrzymuje stałą siłę nabywczą (BP). Dlatego też znakomicie nadaje się do tezauryzacji (gromadzenia majątku). Przykład: W roku 1908 za Forda T trzeba było zapłacić 42 oz Au - co stanowiło równowartość 850 USD. 100 lat później, w roku 2008 za Forda Focusa należało zapłacić 42 oz Au, ale stanowiło to już równowartość  ok. 40.000 USD.




         W pewnym uproszczeniu oznacza to, że mimo wszystkich kryzysów i wydarzeń mających wpływ na gospodarkę światową  i rynki finansowe, złoto przez 100 lat zachowało siłę nabywczą BP (Buying Power), natomiast drastycznie spadła siła nabywcza pieniądza.

         Podaż złota na rynku jest naturalnym wynikiem wydobycia kruszcu i wzrasta, mniej więcej o 1,63% rocznie. Z uwagi na niepowodzenia alchemików i do dziś braku kamienia filozoficznego, nie da się sztucznie tej podaży zwiększyć. Dlatego złoto nadal pozostaje uniwersalnym pieniądzem, nie ulegającym inflacji.
         Złoto jest odwiecznym symbolem bogactwa, jest unikalne, wyjątkowo trwałe, coraz powszechniej wykorzystywane i wciąż niezastąpione we współczesnej technice. Uważam, że między innymi z tych przyczyn złoto nigdy nie straci swojej wartości i dlatego powinno zawsze stanowić pewien procent naszych oszczędności. Przyjmuje się, że w stabilnych warunkach powinno to być ok. 10 - 15 %. Zauważmy, że popyt na złoto zawsze rośnie w czasie wojen, sytuacjach kryzysowych i innych sytuacji rynkowych niepewności. W obliczu takich zdarzeń należy ten procent odpowiednio zwiększać -  im większa niepewność rynkowa, tym więcej. Przykładem jest np. gwałtowny wzrost popytu na kruszec po ujawnieniu realnej groźby bankructwa Grecji.

         A jak wygląda obecna sytuacja na światowych rynkach finansowych. Doniesienia prasowe i opinie analityków nie pozostawiają wątpliwości, że dla ratowania systemów bankowych banki centralne intensywnie drukują pieniądz bez pokrycia, a jak wiadomo takie działanie to równia pochyła niechybnie prowadząca do hiperinflacji.

         W jaki sposób można obiektywnie oceniać wartość złota? Wiemy, że wartość absolutna nie istnieje, a każda wycena to jedynie wynik porównania z inną wartością (miernikiem) - będzie zawsze podana w jednostkach tej innej wartości. Możemy, np. łatwo określić ile złotówek albo dolarów należy zapłacić za daną ilość złota albo w każdej innej formie, np. ilości ton zboża, które należy zapłacić za 1 kg złota. Jednostką cenową w tym wypadku będą złotówki, USD i ziarna zbóż. Bez względu na to, w jaki sposób wycenimy złoto problemem pozostanie określenie, czy to drogo, czy tanio. To znów odwołanie się do nieistniejącej miary uniwersalnej i pytanie o tajemniczą tzw. wartość wewnętrzną kruszcu. Jej znajomość pozwoliłaby określić, czy dana cena jest wysoka - dobra do realizacji zysków, czy też niska - dobra do zakupu kruszcu. Jeśli kupimy tanio, tzn. poniżej tej wartości, to złoto zdrożeje i odwrotnie. Istnieje jednak sposób, który sprawdza się już od wielu lat. Jest oparty na wzajemnej relacji ceny złota i akcji giełdowych.
         W 1896 roku Charles Dow i Edward Jones ogłosili opracowany przez siebie indeks giełdowy, znany dziś jako DJIA (Dow Jones Industrial Average). Ogłoszony przez nich indeks składał się z 12 największych spółek giełdowych, obecny zwiera ich 30 spółek notowanych na NYSE (New York Stock Exchange), czyli Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. (dla porządku przypomnę, że indeks giełdowy to w uproszczeniu, miara średniego poziomu cen akcji na giełdzie i w przypadku DJIA jest średnią arytmetyczną cen spółek z indeksu). 
         Jeszcze jedną istotną  cechą złota, która nota bene ilustruje to, o czym pisałem, jest ujemna korelacja z cenami akcji na giełdzie, w więc i naszym indeksem DJIA. Co to znaczy? Przypomnę, że korelacja jest miarą związku między zmiennymi - w tym przypadku cenami złota i akcji giełdowych. Miarą tego związku jest tzw. współczynnik korelacji, który może przyjmować wartość od -1 do 1. Jeśli przykładowo przeanalizujemy ceny akcji dwóch spółek giełdowych A i B, to może się okazać, że wzrostowi cen A, towarzyszy wzrost cen B - mówimy wtedy o dodatnim związku i korelacji dodatniej, np. 0,6. Jeśli brak jest związku obu spółek, albo jest niewielki, otrzymamy wynik 0 lub bliski 0. Jeżeli natomiast okaże się, że wzrostowi cen A towarzyszy spadek cen B i odwrotnie, mówimy wtedy o zależności odwrotnej, a wynik będzie ujemny, np. -0,4.
Tak też jest z ceną złota i indeksem DJIA. Prezentowany poniżej wykres przedstawia indeks DGR (Dow/Gold ratio) określający ilość złota potrzebnego do zakupu akcji z indeksu DJIA (dla lepszego zrozumienia związku z cenami złota, do wykresu dodałem wykres cen złota (USD / 1oz)



         Złoto jest ujemnie skorelowane z zasobami - ilustruje zależność dóbr realnych, do jakich należy złoto, z dobrami symbolicznymi. Cykliczna przewaga jednych dóbr nad drugimi związana jest z cyklami koniunkturalnymi. Jeśli rynki rozwijają się przeważa popyt na pieniądz, gdy się odwraca, rośnie potrzeba zabezpieczenia majątku, a wiec popyt dobra realne - również na złoto. Łatwo też zauważyć inwestycyjną wskazówkę - spadek DGR oznacza, że należy kupować złoto (żółte strzałki), a wzrost, że należy kupować akcje (niebieskie strzałki). Począwszy od 2000 r. indeks DGR spadał, Az do roku 2012 - co sugerowało zakup kruszcu. Jak widać, obecnie indeks rośnie i w dniu dzisiejszym wartość indeksu wynosi 13,2 (cena Au 1294,10 / 1 oz = 13,2).

         Od chwili ostatecznego zarzucenia wymienialności dolara na złoto, czyli od roku 1971, przez następne 9 lat, z dobrze znaną niektórym inwestorom korektą w roku 1975, cena złota z 44,2 USD/oz wzrosła do 892,1 USD/oz., czyli o 1.936%. Następnie cena spadła do 294,8 USD/oz w roku 2001, po czym poszybowała w górę o 539%, do ceny 1.884,2 USD/oz w roku 2011. W roku 2012 cena spadła do 1781,3 USD/oz i pozostała na podobnym poziomie w roku następnym. Aktualna cena złota kształtuje się na poziomie 1.300 UD/oz. Wróciliśmy wiec do ceny z przełomu lat 2009/2010. Co będzie dalej? Na pewno należy stwierdzić, że cena złota z roku 2011 była przeszacowana - była i jest powyżej wartości wewnętrznej złota. Prognozy na przyszłość powinny opierać się na obserwacji gospodarki światowej, a ta optymizmem nie napawa.
         Skutki amerykańskiego kryzysu finansowego związanego z rynkiem nieruchomości, zadłużenie publiczne w strefie euro z pewnością nie stabilizują gospodarki. Powszechna polityka drukowania pieniędzy bez pokrycia przypomina opisaną działalność politykę Stockholms Banco i trudno w tym przypadku oczekiwać innego scenariusza niż przed 4 wiekami. Przyszłość zależy od polityki finansowej poszczególnych krajów i ich efektu globalnego. Niestety analizując założenia i dotychczasowe efekty tej polityki trudno oprzeć się pesymistycznej ocenie przyszłości. System pieniądza, opartego jedynie na bliżej nieokreślonym zaufaniu w wypłacalność państwa nigdy nie doprowadzi do stabilności finansowej. Dolar już od przeszło 40 lat nie jest gwarancją stabilności finansów światowych, nie zanosi się również żeby jego rolę w Europie miało przejąć Euro. Wyniesione doświadczenia katastrofalnych skutków utraty wartości pieniędzy połączony ze wzrostem wiedzy ekonomicznej społeczeństw powodują stały spadek zaufania do banków centralnych i drukowanych przez nie obrazków. Z tych i innych powodów wielu ekonomistów - głównie austriackiej szkoły ekonomii - od dawna postuluje powrót do systemu standardu złota w polityce monetarnej - jak wydaje się jedynego sposobu na stabilizację.

         Bez względu jednak na to, do jakich wniosków dojdziemy, należy stwierdzić, że złoto jest aktywem zabezpieczającym przed finansowymi kryzysami i w tym zakresie jego pozycja nie jest zagrożona. Inwestycja w złoto dawała w przeszłości nawet kilkuset procentowe stopy zwrotu, ale można było również na nim stracić. Przypomnę chociażby przełom roku 2011 i 2012. Na przykład w okresie od 2001 do 2011 cena złota wzrosła o ponad 500%. Złoto jednak nie nadaje się na inwestycje krótkoterminowe. Dla zilustrowania tego wniosku zrobiłem następującą symulację. Poniższy wykres ilustruje ceny złota od 1971 roku do dziś.



         Za pomocą przygotowanego programu, z horyzontu 1971 - 2014 r. dokonałem losowego wyboru roku wejścia na rynek oraz roku wyjścia z rynku złota i obliczenia stopy zwrotu z inwestycji. Takich podwójnych losowań wykonałem 10.000. Wynik był następujący. Średni okres inwestowania wyniósł 14 lat. W 72% przypadków odnotowałem średnią dodatnią YR = 264,5%. W 28% przypadków odnotowałem średnią ujemną YR = -53,6%. Oznacza to, że w ok. 5 przypadków na 7 odnotowano zysk. W drugim przypadku losowałem rok wejścia na rynek, ale okres inwestycyjny był ustalony na 5 lat. Wyniki były następujące. Okres inwestowania wyniósł 5 lat. W 67% przypadków odnotowałem średnią dodatnią YR = 28,2%. W 43% przypadków odnotowałem średnią ujemną YR = -6,8%. Przy narzuceniu rocznego horyzontu w 56% przypadków odnotowałem YR=15,4%, a w 44% przypadków ujemną stopę -4,7%.
         Wyniki potwierdzają znaną inwestorom fundamentalnym strategię inwestycyjną, która nazywa się „buy and hold”

         Jaki ędzie dalszy los rynku złota? To pytanie dotyczy oczywiście rynkowej ceny na ten kruszec. Opinii jest bardzo wiele i nie zamierzam tu z nimi polemizować. W mojej opinii, przy założeniu względnej stabilności gospodarki, cena rynkowa złota będzie spadać ale to niestety wersja mało prawdopodobna. Jeśli na horyzoncie pojawi się groźba kryzysu, cena złota znów poszybuje w górę.